Najlepsza muzyka do programowania rzeczy

Podczas kodowania całkiem przydatną umiejętnością jest skupianie uwagi na tym co się robi. Oczywiście umiejętność ta jest ważna nie tylko podczas programowania, ale ogólnie w życiu. Jednym z moich sposobów na skupianie się jest odpowiednia muzyka.

Osobiście jestem osobą, która bardzo łatwo się rozprasza. Szczególnie przeszkadzają mi wszelkiego rodzaju bodźce słuchowe. Kiedy w biurze ludzie zaczynają ze sobą rozmawiać to robi się ciężko. Muzyka jest dla mnie dobrym sposobem na „odcięcie” się od zewnętrznych bodźców.

Hardware

Pierwszą ważną sprawą są słuchawki – im lepiej odcinają dzwięki z otoczenia, tym lepiej. Wydaje się to oczywiste z punktu widzenia rozpraszania się, ale jest jeszcze druga kwestia – im mniej dzwięków dociera do nas z zewnątrz, tym ciszej możemy słuchać muzyki. Dzięki temu nie będziemy tak szybko niszczyć sobie słuchu. Ja niestety jestem tutaj typowym antyworcem, bo lubię słuchać muzyki bardzo głośno.

Do głowy przychodzą mi trzy rodzaje słuchawek, które dobrze się sprawdzą:

  • słuchawki które zakrywają całe uszy,
  • słuchawki które przylegają do uszu ale nie zakrywają ich całych
  • słuchawki dokanałowe.

Myślę, że wybór będzie dla każdego mocno subiektywny – słuchawki, które zakrywają całe uszy wydają się być najwygodniejszą opcją – natomiast latem może być w nich gorąco. Dokanałówki z kolei na odwrót – są mniej wygodne, ale nie jest w nich tak gorąco. Osobiście wydaje mi się też, nie mając na to absolutnie żadnych dowodów, że słuchawki dokanałowe są najmniej zdrowe dla uszu.

Ostatnio odkryłem jak fantastyczną sprawą są słuchawki bezprzewodowe. Osobiście w ciągu dnia co jakiś czas potrzebuje wstać od biurka i „rozchodzić” problem – kilkukrotnie przejść się z jednego końca pokoju w drugi. Mając słuchawki bezprzewodowe, nie musze ich zdejmować i nie wybijam się wtedy z rytmu. Bezprzewodowość słuchawek rozwiązuje mnóstwo innych – co prawda drobnych, ale często irytujących problemów, jak chociażby plątanie się kabli. Decydując się na słuchawki bezprzewodowe polecałbym sprawdzenie minimum trzech rzeczy:

  1. Jaki jest ich faktyczny zasięg. Moim zdaniem dźwięk powinien być kompletnie niezachwiany w promieniu minimum 5-10m od źródła. Mam tutaj na myśli NAPRAWDĘ niezachwiany – drobne „ścinanie” muzyki jest dla mnie dużo bardziej wybijające z rytmu, niż jakbym miał ściągnąć słuchawki.
  2. Warto by było, żeby miały jakieś podstawowe sterowanie – zmiana głośności i zmiana utworów to minimum (ale też ciężko mi wyobraźić sobie co ponad to mogłoby być nam potrzebne).
  3. Ile czasu żyją na jednym ładowaniu. Cały dzień pracy to minimum. Moim zdaniem tak naprawdę powinien być to po prostu cały dzień. Z „dużymi” słuchawkami bezprzewodowymi zazwyczaj jest o tyle fajnie, że tak czy siak da się do nich podpiąć kabel i słuchać „przewodowo”, ale to chyba nie o to chodzi, żeby chodzić wszędzie z kablem na „wszelki, wielki”.

Jeżeli nie potrzebujesz chodzić po pokoju, to może być tak, że słuchawki przewodowe będą dla Ciebie wystarczające. Nadal warto się zastanowić nad ich „zasięgiem”. Długi kabel ma taką zaletę, że możemy go puścić w taki sposób po biurku, żeby nam na codzień nie przeszkadzał – np. moim zdaniem dużo lepiej jest podpiąć słuchawki do jacka z tyłu obudowy komputera, niż z przodu i zaczepiać o niego nogą podczas wstawania od biurka.

W rozważania Hardware’owych pomijam zupełnie temat jakości dzwięku. Jeśli ktoś potrzebuje mieć dzwięk bardzo dobrej jakości to super. Jeśli nie, to też super.

Muzyka

Sprawę sprzętu mamy już rozpatrzoną. Teraz kilka moich przemyśleń na temat tego co słuchać.

Z mojego punktu widzenia sam fakt, że słuchawki i włączona muzyka odcinają mnie od otoczenia to 70% sukcesu, więc sama muzyka nie jest aż taka ważna, aczkolwiek mam tutaj kilka swoich spostrzeżeń. Kiedy pracuje to słucham głównie jednego z dwóch rodzajów muzyki:

  • muzyka, która „nadaje się do pracy”
  • muzyka, która „nie nadaje się do pracy”, ale są to uwtory bardzo przeze mnie lubiane.

Co to tak właściwie jest według mnie muzyka, która „nadaje się do pracy”? Nie chodzi mi tutaj o konkretne gatunki muzyczne, gdyż to jest już raczej kwestią subiektywną. Mam na myśli pewną ogólną charakterystykę muzyki, która sprawia, że ona sama nie będzie nas odciągać od zadania. Przede wszystkim dotyczy to muzyki, której jeszcze nie znamy (np. kiedy puszczamy sobie wszelkiego rodzaju „radia” w aplikacjach muzycznych) – takie piosenki/utwory powinny być z jednej storny na tyle jendnolite, żeby nie wytrącały nas z rytmu ale też na tyle nie monotonne, żeby nas nie męczyły.

Dla mnie dużo lepiej sprawdzają się utwory w których się nie śpiewa. W szczególności robi mi to dużą różnicę podczas czytania a jeżeli język w którym piosenka jest śpiewana jest taki sam jak tekst, który próbuję czytać, to jest już kompletnie pozamiatane.

Jak już mówiłem sam gatunek muzyczyny nie jest taki ważny, ale skoro już się dzielę moimi prywatnymi spostrzeżeniami to ja lubię spokojną muzykę elektroniczną, bądź akustyczną – szczególnie gitarową. Bardzo dobrze sprawdza się dla mnie też muzyka klasyczna – może być śpiewana, pod warunkiem, że będzie to śpiew operowy. Takiej muzyki nie słucham często, więc nie mam na tyle wytrzenowanego słuchu, żeby rozumieć słowa – śpiew operowy jest dla mnie tutaj po prostu kolejnym instrumentem. Osobiście dla mnie nie sprawdza się najlepiej Jazz – szczególnie jazz „wymagający”, o skomplikowanej strukturze, lub gdzie jest sporo improwizacji – taka muzyka jest dla mnie za bardzo angażująca.

Wszystkie te powyższe zasady nie są ważne w momencie, kiedy słucham utworów, które są mi dobrze znane. Taka muzyka, mnie nie dekoncentruje. Ma to też tą zaletę, że „fajne” utwory często nakręcają mnie do działania. Nie zawsze się to sprawdza, np kiedy siedzę i głęboko się zastanawiam, jak rozwiązać jakiś ciężki problem. Natomiast jeżeli jestem już w fazie „wykonawczej”, albo zadanie nie jest akurat zbyt ambitne to dobrze jest się trochę nakręcić. Ja preferuje tutaj szerokorozumianą muzykę opartą o gitary elektryczne – od rocka po cięższy metal. Na codzień lubię wiele różnych gatunków muzycznych ale tak się jakoś złożyło, że pracując sięgam najczęściej po tego typu muzykę.

Wiem, że istnieją osoby, które potrzebują mieć po prostu „tło dzwiękowe”, żeby im się dobrze pracowało, ale nie ma dla nich znaczenia co to będzie. Może to być nawet włączony cicho telewizor, byleby coś grało. Ja akurat nie stosuje tej techniki.

Są również osoby, które posługują się wszelkiego rodzaju „szumem” aby pozostawać w skupieniu – niekoniecznie chodzi mi tu o szum w rozumieniu np white noise, ale bardziej wszelakiego odgłosy deszczu, płonącego ogniska, gwaru z kawiarni, itd. Próbowałem tej techniki kilka razy. Samodzielny „szum” nie pomagał mi jednak aż tak bardzo, żebym zaczął korzystać z niego regularnie. Czasem zdarzało mi się, że dodawałem takie dzwięki do już słuchanej muzyki. Może się to sprawdzać, jeżeli mamy playlistę bardzo zróżnicowaną tematycznie – wtedy dodanie do wszystkich piosenek, np odgłosów deszczu trochę „spłaszczy” różnorodność playlisty i nie będzie ona już tak ropraszająca.

Moje propozycje

Na sam koniec chciałem podać kilka przykładowych rzeczy, których słucham podczas pracy. Skupiłem się na całych albumach i playlistach, tak aby każdy zainteresowany, mógł po prostu włączyć muzykę i spróbować przy niej popracować.

Mick Gordon – Doom (Original Game Soundtrack)

Doom dla mnie i dla wielu innych osób jest to grą roku 2016. Jest to giereczka dopracowana w każdym aspekcie – nie wyłączając z tego muzyki. Muzyka w Doomie świetnie pokazuje co to znaczy, że utwory powinny być na tyle jednorodne, żeby nie rozparaszać i na tyle zróżnicowana żeby nie męczyć.

Poza tym ten soundtrack jest ciężki i energetyczny, więc napełnia mnie energią do działania. Jednym minusem jest to, że zawiera „utwory”, które są recytowane (wszystkie te, które mają nazwy zaczynające się od cyfr rzymskich), co trochę rozprasza, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy zrobili sobie playlistę, która nie będzie ich zawierać.

Darren Korb – Bastion Original Sountrack

W Bastion nie miałem okazji pograć, natomiast od jakiegoś czasu muzyka z tej gry często towarzyszy mi podczas kodowania. Jest to bardzo fajna, mocno gitarowa muzyka. Darren Korb skomponował też muzykę do gry Transistor – sama gra bardzo mi się podobała, soundtrack (typowo elektroniczny) również, ale mimo to nie często słucham go podczas pracy.

Coeur de Pirate – Child of light

Kolejny bardzo przyjemny soundtrack do gry w którą nigdy nie grałem :) Bardzo kameralna muzyka, oparta mocno o fortepian i instrumenty smyczkowe. Od czasu do czasu dochodzi jednak do głosu orkiestra symfoniczna, z całą swoją mocą.

Yann Tiersen – Goodbye Lenin!

Tym razem muzyka filmowa. Samego filmu nigdy nie widziałem a o ścieżce dzwiękowej dowiedziałem się z bloga Zapętlone.pl. Ogólnie lubię muzykę filmową, bo często jest to taka „mała” muzyka klasyczna. Z jednej strony świetne utwory, zagrane często przez orkiestry. Z drugiej strony znacznie łatwiejsza w odbiorze niż typowa muzyka klasyczna. I to właśnie jest to co mogę powiedzieć na temat ścieżki dźwiękowej z filmu Goodbye Lenin. Bardzo dużo tutaj fortepianu, fletów i klarnetów. Brzmi to wszystko na tyle interesująco, że z powodzeniem można słuchać tej muzyki nie tylko podczas pracy.

Vangelis – Blade Runner (Music From The Original Soundtrack)

Myślę, że fanom muzyki elektronicznej Vangleisa nie trzeba przedstawiać. Świetna muzyka ze świetnego filmu. Niektóre fragmenty są lekko „gadane” co może rozpraszać, ale generalnie ten soundtrack sprawdza się bardzo dobrze do pracy.

Cliff Martinez – Neon Demon (Bande originale du film)

Neon Demon, Nicolasa Winding Refna był odbierany bardzo różnie – dla jednych był świetny, dla innych był uosobieniem kiczu. Dla mnie jedno jest pewne – muzyka z tego filmu jest bardzo dobra. Jest trochę monotematyczna, więc nie słucham jej często, ale od czasu do czasu jak najbardziej nadaje się do pracy.

Hanz Zimer – Black Hawk Down – Original Motion Picture Soundtrack

Kolejny bardzo fajny filmowy soundtrack. Chwilami mocno orientalny, ale znajdzie się też miejsce dla gitary elektrycznej. Jest trochę śpiewanych utworów, jednak język w którym są śpiewane są czy to Barra Barra, czy najbardziej znane – Gortoz a Ran, nie jest mi znany więc nie mam nawet jak się skupić na słowach.

Daft Punk – TRON: Legacy

Daft Punk popisał się bardzo ciekawym soundtrackiem do mocno średniego filmu. Jest to dobry mix muzyki klasycznej z elektroniką – czasami muzyka elektroniczna gra obok klasycznej, czasami kompletnie zamiast niej a czasami partie, które spodziewalibyśmy się, że zostaną zagrane przez orkiestrę – wybrzmiewają elektroniką.

Szeroko rozumiana Metallica

Metalliki słucham sporo od czasów wczesnego liceum i chociaż dzisiaj nie słucham już tej muzyki tak nałogowo, to bardzo często wracam do różnych albumów. Jeśli chodzi o jakieś konkretne przykłady to najczęściej pracuję przy akompaniamencie Garage Inc. Drugim moim ulubionym tłem do pracy jest koncertówka Live Shit – Binge & Purge. Z nowszych rzeczy – na trzeciej płycie wersji rozszeżonej Hardwire to Self Destruct jest również bardzo przyjemny koncercik do posłuchania.

Szeroko rozumiany Rammstein

Rammasteina nie słucham tak długo jak Metalliki, ale również swego czasu słuchałem go całkiem sporo. Do dzisiaj kiedy potrzebuje terapi nieco cięższą muzyką to sięgam po Rammstein. Najczęściej chyba słuchanymi przeze mnie albumami w czasie pracy są Rosenrot i Resie, Resie.

Linkin Park – Hybrid Theory

Hybrid Theory jest pierwszym albumem zespołu Linkin Park i moim zdaniem zespół ten nie nagrał później już nic innego na tak wysokim poziomie. Oprócz niego, jeszcze Meteora była bardzo fajnym albumem. Do Hybrid Theory wracam bardzo często, zarówno podczas pracy jak i kiedy potrzebuje muzyki do biegania.

Gorillaz – Deamon Days

Dla mnie jest o uosobienie słowa „album”, czyli pewnej zamkniętej całości, gdzie piosenek słucha się jednej po drugiej. Również od czasu do czasu sobie go włączam przy pracy.

Kilka playlist ze Spotify

Na spotify jest kilka ciekawych playlist, które również nieźle się sprawdzają:

  • Deep Focus
  • Brain Food
  • Classical New releases: Spotify Pics
  • Symphony of the Winds
  • Composer Weekly

Niektóre z tych playlist to trochę loteria – bo np Composer Weekly jak sama nazwa wskazuje – zmienia się co tydzień i jednego tygodnia będzie to coś przy czym mega fajnie się pracuje a innego już niekoniecznie. Oprócz tego Spotify udostępnia playlisty, które gnenerują się na podstawie tego co już słuchaliśmy – tutaj możemy popróbować z playlistami Daily Mix. Playlista Discover Weekly często podpowiada fajne kawałki, ale to jest playlista która celuje w podpowiadanie nam nowych utworów a to nie będzie zawsze szło w parze ze skupieniem sie na pracy.

Koniec

Bardzo mnie ciekawi jakie są wasze przemyślenia odonśnie słuchania muzyki podczas kodowania – czy moje kryteria „dobrej muzyki do pracy” są czymś z czym możecie się zgodzić, czy może wasza wizja jest odmienna? No i oczywiście jakie są wasze ulubione albumy do słuchania podczas programowania?

PS. Tytuł posta to totalna zżynka z http://www.zapetlone.pl/najlepsza-muzyka-robienia-rzeczy-soundtrackdozycia/

5 odpowiedzi do “Najlepsza muzyka do programowania rzeczy”

  1. Świetny post. I dłuuuuuugi :)
    Ja mogę się skupić tylko przy baroku.
    Reszta mnie rozprasza.
    Vivaldi, Bach, Handel i inni wykonawcy heavy-metalowi tego okresu.

  2. Super pomysł na posta. Sam korzystam z Deezera i mogę polecić playliste „Night Coding – Programming”. Jeśli chodzi o konkretny zespół to: Carbon Based Lifeforms. Jestem w stanie ich słuchać wyłącznie w czasie programowania ;-)

    1. Wczoraj podczas pisania następnego artykułu wrzuciłem sobie w tle Carbon Based Lifeforms i bardzo mi siadło – dokładnie taka muzyka o jaką mi chodziło w artykule – nie nudzi i nie rozprasza.

  3. Co do sluchawek to za mna chodza od jakiegos Bose Quite Comfort z aktywna reducja szumow.
    Jak tylko bede mial niepotrzebny 1k to se sprawie:P

    1. No właśnie – skąd brać kasę na te wszystkie fajne gadżety :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.